Przejdź do głównej zawartości

(16 DW)


Rano zaskoczył mnie problem jelitami, Antoine stwierdził, że jestem blado - zielona. Biegunka, z przerwami, męczyła mnie do około godziny siedemnastej. Nie nie jadłam, uzupełniałem jedynie elektrolity na przemian co 2h z braniem węgla.

Niestety moje plany przez tą przygodę legły w gruzach. Nie byłam na pobraniu krwi, ani wizycie u ginekologa. Do ginekologa następny wolny termin na 23 lutego. Szkoda. I yba poszukam innego w związku z tym. Chciałabym w cyklu styczniowym zrobić już badania hormonalne. 

Teraz już czuję się dobrze, jutrzejsze spotkanie z psycholożką powinno dość do skutku.

Teraz jestem już śpiąca, zmęczona i rozczarowana nie produktywnym czasem, którego pozostało tak mało. Sesja tuż tuż, do matury z historii sztuki zostało około 120 dni. Dziwi mnie jedynie to, że nie czuję przerażenia i w sumie spokojnie podchodzę, bez paniki, ale że świadomością ogromu pracy przede mną.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Smutny poczatek...

Tu  postanowiłam kontynuować m oje „vitaliowe życie” . Kiedyś, gdy zaczynałam ten blog, towarzyszyła mi głodówka — miał być zapisem jej przeżywania. Dlatego ten blog wydaje mi się bardziej „vitaliowy” niż tamten drugi   Na drugim pojawią się zupełnie inne treści, ale i tam zamierzam się pojawiać. Ostatnio nie miałam tematów do pisania, a i ochoty niewiele.   Życie jednak, jak zwykle, znalazło sposób, by przypomnieć o sobie. Czuję, że muszę to teraz wyrzucić z siebie . Wczoraj, późnym wieczorem, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego wujka — brata mamy.   Kiedy miałam dziewiętnaście lat, odszedł mój tata, a od tamtej pory wujek Fredek zastępował mi ojca.   Byłam z nim bardzo blisko i jest mi cholernie ciężko, przykro, i nawet nie wiem, co jeszcze. Mam całą masę nieprzyjemnych emocji, których nie potrafię opisać. Jeszcze nie znamy terminu pogrzebu, ale chcemy pojechać do Białegostoku jak najszybciej. Dzieci zostają w domu, głównie ze względu na szkołę, a rodzi...

7, ostatni tydzień

Bardzo źle spałam, a właściwie spałam bardzo mało. Długo nie mogłam zasnąć, a potem obudziłam się dość wcześnie. Zegarek zliczył mi zaledwie trzy godziny z minutami. Kiepsko. Muszę się dalej pakować, po południu mam wykłady, a rano miałam włoski. Właśnie go skończyłam. Dodatkowo włączyła mi się perfekcyjna pani domu, bo przecież teściowie mają tu zamieszkać na tydzień, może i dłużej... Czasem zastanawiam się, czy nie wyszukuję sobie dodatkowych zajęć z premedytacją — tylko po to, by nie dopuścić myśli, które się czają. Zresztą samymi myślami też żongluję i przeciągam je na stronę „niemyslenia” o tym, co czuję. Dlatego od wczoraj sumienniej zaczęłam przykładać się do nauki na Romanistyce i przygotowań do matury z historii sztuki. Dziś Antoś jest w biurze i dostał około tysiąca stron różnych prezentacji do wydruku. Ja jestem mocno starej daty — notatki robię długopisem na kartkach, które zbieram w segregatorach do powtórek. Łatwiej pracuje mi się na prezentacjach, ale muszą być wydruk...

Tęsknota za tańcem

Mam ostatnio sporo na głowie i czuję oddech sesji za plecami. Studia dzienne wymagają dużego zaangażowania, a ja mam wrażenie, że już stara jestem. Do tego dochodzi ogrom materiału z historii sztuki, który mnie przytłacza. Czasem zastanawiam się, po co mi to wszystko, ale z drugiej strony jest w tym coś, co cholernie mnie ekscytuje. Postanowiłam wrócić na terapię — pierwszą sesję mam 29 grudnia. Potrzebuję poukładać w sobie, co jest naprawdę ważne. Spotkanie miało być w poprzednim tygodniu, ale wypadł pogrzeb w Polsce, a psycholog jest teraz na urlopie. To nowa terapeutka, nie byłam u niej jeszcze. Ważne jednak, że jest na miejscu i możemy spotykać się twarzą w twarz, co w terapii zdecydowanie wolę. Zapragnęłam znowu tańczyć. Nawet włożyłam baletki i smętnie posnułam się po domu. Mało tego — znalazłam w Paryżu zajęcia dla kobiet w każdym wieku, ale na razie nie mam możliwości, by na nie chodzić. Głównie chodzi o czas. Chyba brakuje mi ruchu, bo zdziadziałam i ograniczam się do spacer...