Nie wiem dokładnie, gdzie jestem z nauką. Jeśli chodzi o historię sztuki, to ostatnio pracowałam naprawdę sporo. Gorzej z francuskim.
21 września rozpoczynam Triathlon Maturalny — będzie to taka rozszerzona powtórka tego, co już trochę wiem. Jednak pracy wciąż mam dużo. Termin matury z historii sztuki jest potwierdzony: 13 maja 2027, godz. 14:00.
Dużymi krokami zbliża się też rok akademicki i Romanistyka — francuski z włoskim, plus przygotowania do egzaminu DALF C1.
Ponieważ wciąż wisi nade mną FCE z angielskiego, chyba daruję sobie hiszpański i łacinę. Nie da się robić wszystkiego naraz, a po co robić coś byle jak?
I tak mam wszystkiego za dużo. Siedzę całymi dniami, żeby jak najwięcej przerobić do przodu z historii sztuki. Wplątała mi się tu jeszcze historia powszechna — mam luki w wiedzy, a często przydaje się do kontekstów w historii sztuki.
Pracuję teraz nad planem w wolnych chwilach, żeby jakoś to wszystko spiąć czasowo i mieć choć trochę czasu na relaks. Jednak czarno to widzę…
W wakacje trochę pozwiedzałam Francję, byłam też w Belgii. Trafiłam na zachód kraju, gdzie dominuje język flamandzki. Zakochałam się zarówno w tej części Belgii, jak i we flamandzkim. Spodobały mi się farmy na wybrzeżu — pięknie zagospodarowane, zwierzęta na polach, jakby naprawdę wolne w swoich zagrodach. Bardzo malowniczo. Uprzejmi, mili ludzie.
Pomyślałam nawet, że mogłabym tam zamieszkać. Wciąż czuję to ciepło, taki rodzaj spokoju, który trudno opisać, ale łatwo rozpoznać, kiedy się go doświadcza.
Komentarze
Prześlij komentarz