Przejdź do głównej zawartości

3 DW


W tym roku święta jakby mnie mijają. Przechodzą obok, cicho, Nie czuję w tym roku świąt. Jakby ktoś wyciszył cały grudniowy spektakl: światła, zapachy, oczekiwanie. Nawet żywa choinka, ta pachnąca, w doniczce, nie potrafiła mnie zaczarować. Na razie tylko przypomina, że czas płynie, a ja stoję trochę obok. Może to kwestia zmęczenia, może tego, że świat w grudniu bywa zbyt głośny, a ja potrzebuję teraz ciszy.

Postanowiliśmy spędzić te dni inaczej, bardziej w naszej czwórce - bez pośpiechu, bez obowiązków, bez tego całego świątecznego napięcia. Tylko jeden świąteczny obiad u rodziców, 25 grudnia, z siostrą Antoine’a.  Reszta - dla nas. Chcemy chodzić, oglądać, odkrywać: muzea, zamki, ścieżki w lesie, brzegi Sekwany. Sylwestra spędzimy w domu, ze zwierzętami. Tutaj też strzelają, choć nie powinni, więc wolimy być blisko nich. Blisko siebie, w rytmie, który sami sobie nadamy.

Naukę historii sztuki odkładam na ponad tydzień, choć wiem, że i tak zajrzę do fiszek. Ponad cztery tysiące dzieł do zapamiętania malarstwo, rzeźba, architektura — i terminologia. Quizlet mruga do mnie z ekranu niemal bez przerwy. W styczniu kolokwia na Romanistyce, więc ta przerwa jest tylko pozorna. Ale potrzebna.

Nora od powrotu z Polski chodzi za mną jak cień. Nawet w nocy, kiedy idę do łazienki, lezie tuż za mną, jakby bała się, że zniknę. Psy zabraliśmy ze sobą — dzieci zostały u rodziców — więc cała tylna kanapa należała do nich. Przypięte w paso–szelki, zadowolone, że mają przestrzeń. Zatrzymywaliśmy się często, pozwalając im biegać po polach, jakby świat był tylko dla nich. Ten widok zawsze mnie uspokaja: psy biegnące przed siebie, jakby świat był prosty.

Może właśnie o to chodzi w tych świętach. O prostotę. O bycie razem, bez dekoracji, bez oczekiwań. O ciszę, która nie jest pustką, tylko miejscem, w którym można wreszcie odetchnąć. O bycie razem, nie dlatego, że tak wypada, ale dlatego, że tak jest nam dobrze.

Na Boże Narodzenie życzę Wam spokoju, radości i bliskości — takich chwil, które zostają w pamięci. 

Niech ten czas będzie łagodny. Niech będzie Wasz.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Smutny poczatek...

Tu  postanowiłam kontynuować m oje „vitaliowe życie” . Kiedyś, gdy zaczynałam ten blog, towarzyszyła mi głodówka — miał być zapisem jej przeżywania. Dlatego ten blog wydaje mi się bardziej „vitaliowy” niż tamten drugi   Na drugim pojawią się zupełnie inne treści, ale i tam zamierzam się pojawiać. Ostatnio nie miałam tematów do pisania, a i ochoty niewiele.   Życie jednak, jak zwykle, znalazło sposób, by przypomnieć o sobie. Czuję, że muszę to teraz wyrzucić z siebie . Wczoraj, późnym wieczorem, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego wujka — brata mamy.   Kiedy miałam dziewiętnaście lat, odszedł mój tata, a od tamtej pory wujek Fredek zastępował mi ojca.   Byłam z nim bardzo blisko i jest mi cholernie ciężko, przykro, i nawet nie wiem, co jeszcze. Mam całą masę nieprzyjemnych emocji, których nie potrafię opisać. Jeszcze nie znamy terminu pogrzebu, ale chcemy pojechać do Białegostoku jak najszybciej. Dzieci zostają w domu, głównie ze względu na szkołę, a rodzi...

7, ostatni tydzień

Bardzo źle spałam, a właściwie spałam bardzo mało. Długo nie mogłam zasnąć, a potem obudziłam się dość wcześnie. Zegarek zliczył mi zaledwie trzy godziny z minutami. Kiepsko. Muszę się dalej pakować, po południu mam wykłady, a rano miałam włoski. Właśnie go skończyłam. Dodatkowo włączyła mi się perfekcyjna pani domu, bo przecież teściowie mają tu zamieszkać na tydzień, może i dłużej... Czasem zastanawiam się, czy nie wyszukuję sobie dodatkowych zajęć z premedytacją — tylko po to, by nie dopuścić myśli, które się czają. Zresztą samymi myślami też żongluję i przeciągam je na stronę „niemyslenia” o tym, co czuję. Dlatego od wczoraj sumienniej zaczęłam przykładać się do nauki na Romanistyce i przygotowań do matury z historii sztuki. Dziś Antoś jest w biurze i dostał około tysiąca stron różnych prezentacji do wydruku. Ja jestem mocno starej daty — notatki robię długopisem na kartkach, które zbieram w segregatorach do powtórek. Łatwiej pracuje mi się na prezentacjach, ale muszą być wydruk...

Tęsknota za tańcem

Mam ostatnio sporo na głowie i czuję oddech sesji za plecami. Studia dzienne wymagają dużego zaangażowania, a ja mam wrażenie, że już stara jestem. Do tego dochodzi ogrom materiału z historii sztuki, który mnie przytłacza. Czasem zastanawiam się, po co mi to wszystko, ale z drugiej strony jest w tym coś, co cholernie mnie ekscytuje. Postanowiłam wrócić na terapię — pierwszą sesję mam 29 grudnia. Potrzebuję poukładać w sobie, co jest naprawdę ważne. Spotkanie miało być w poprzednim tygodniu, ale wypadł pogrzeb w Polsce, a psycholog jest teraz na urlopie. To nowa terapeutka, nie byłam u niej jeszcze. Ważne jednak, że jest na miejscu i możemy spotykać się twarzą w twarz, co w terapii zdecydowanie wolę. Zapragnęłam znowu tańczyć. Nawet włożyłam baletki i smętnie posnułam się po domu. Mało tego — znalazłam w Paryżu zajęcia dla kobiet w każdym wieku, ale na razie nie mam możliwości, by na nie chodzić. Głównie chodzi o czas. Chyba brakuje mi ruchu, bo zdziadziałam i ograniczam się do spacer...