Przejdź do głównej zawartości

(15 DW) Styczeń, który zaczynam od środka, uczę się siebie na nowo...


Mamy już czwarty dzień 2026 roku, a ja wciąż nie znalazłam czasu na wpis i życzenia.

Ostatnio mam też wyraźny spadek nastroju, który może być związany ze stanem początkowym po wprowadzeniu leków przeciwdepresyjnych. 

Byłam na pierwszym spotkaniu z psycholożką i mam wrażenie, że dobrze się rozumiemy. Oczywiście okaże się to dopiero z czasem, ale na razie zaczynam terapię — będziemy widywać się co tydzień, we wtorki. Leki mam od nowego psychiatry, do którego trafiłam z polecenia psycholożki. Odwiedziłam też lekarza rodzinnego po skierowania na badania, które oboje zasugerowali. Jutro w końcu idę na pobranie krwi oraz do ginekologa.

O psycholożce nie mogę jeszcze wiele powiedzieć i nie chcę popadać w przesadny optymizm. Na ten moment bardzo odpowiada mi jej całościowe podejście. Zaproponowała, żebym — oprócz podstawowych badań — zrobiła również te związane z perimenopauzą. W końcu 31 stycznia kończę 49 lat. Jak zauważyła, rozregulowane hormony mogą wpływać na nastrój i prowadzić do depresji, a ja przecież od dawna czuję, że coś we mnie drży, jakby bez powodu.

Do tego dochodzi moje samopostrzeganie. Każdy, kto czyta mnie od jakiegoś czasu, pewnie zauważył, że mam z tym problem — ciągle próbuję coś sobie udowodnić, wciąż chwytam się nowych wyzwań. A przecież to tylko kolejne warstwy, którymi próbuję przykryć coś, co i tak w końcu wychodzi na wierzch.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Smutny poczatek...

Tu  postanowiłam kontynuować m oje „vitaliowe życie” . Kiedyś, gdy zaczynałam ten blog, towarzyszyła mi głodówka — miał być zapisem jej przeżywania. Dlatego ten blog wydaje mi się bardziej „vitaliowy” niż tamten drugi   Na drugim pojawią się zupełnie inne treści, ale i tam zamierzam się pojawiać. Ostatnio nie miałam tematów do pisania, a i ochoty niewiele.   Życie jednak, jak zwykle, znalazło sposób, by przypomnieć o sobie. Czuję, że muszę to teraz wyrzucić z siebie . Wczoraj, późnym wieczorem, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego wujka — brata mamy.   Kiedy miałam dziewiętnaście lat, odszedł mój tata, a od tamtej pory wujek Fredek zastępował mi ojca.   Byłam z nim bardzo blisko i jest mi cholernie ciężko, przykro, i nawet nie wiem, co jeszcze. Mam całą masę nieprzyjemnych emocji, których nie potrafię opisać. Jeszcze nie znamy terminu pogrzebu, ale chcemy pojechać do Białegostoku jak najszybciej. Dzieci zostają w domu, głównie ze względu na szkołę, a rodzi...

7, ostatni tydzień

Bardzo źle spałam, a właściwie spałam bardzo mało. Długo nie mogłam zasnąć, a potem obudziłam się dość wcześnie. Zegarek zliczył mi zaledwie trzy godziny z minutami. Kiepsko. Muszę się dalej pakować, po południu mam wykłady, a rano miałam włoski. Właśnie go skończyłam. Dodatkowo włączyła mi się perfekcyjna pani domu, bo przecież teściowie mają tu zamieszkać na tydzień, może i dłużej... Czasem zastanawiam się, czy nie wyszukuję sobie dodatkowych zajęć z premedytacją — tylko po to, by nie dopuścić myśli, które się czają. Zresztą samymi myślami też żongluję i przeciągam je na stronę „niemyslenia” o tym, co czuję. Dlatego od wczoraj sumienniej zaczęłam przykładać się do nauki na Romanistyce i przygotowań do matury z historii sztuki. Dziś Antoś jest w biurze i dostał około tysiąca stron różnych prezentacji do wydruku. Ja jestem mocno starej daty — notatki robię długopisem na kartkach, które zbieram w segregatorach do powtórek. Łatwiej pracuje mi się na prezentacjach, ale muszą być wydruk...

(16 DW)

Rano zaskoczył mnie problem jelitami, Antoine stwierdził, że jestem blado - zielona. Biegunka, z przerwami, męczyła mnie do około godziny siedemnastej. Nie nie jadłam, uzupełniałem jedynie elektrolity na przemian co 2h z braniem węgla. Niestety moje plany przez tą przygodę legły w gruzach. Nie byłam na pobraniu krwi, ani wizycie u ginekologa. Do ginekologa następny wolny termin na 23 lutego. Szkoda. I yba poszukam innego w związku z tym. Chciałabym w cyklu styczniowym zrobić już badania hormonalne.  Teraz już czuję się dobrze, jutrzejsze spotkanie z psycholożką powinno dość do skutku. Teraz jestem już śpiąca, zmęczona i rozczarowana nie produktywnym czasem, którego pozostało tak mało. Sesja tuż tuż, do matury z historii sztuki zostało około 120 dni. Dziwi mnie jedynie to, że nie czuję przerażenia i w sumie spokojnie podchodzę, bez paniki, ale że świadomością ogromu pracy przede mną.