Przejdź do głównej zawartości

(10 DW) Porządek czy nowy rozdział

O głodówce będę pisała głównie na Lekka Ja. Tam ten temat bardziej pasuje i tam będą szczegóły dzień po dniu. Będą też moje codzienne, zwyczajne dni.

Piątek spędziliśmy w Paryżu i odwiedziliśmy między innymi Cloître des Billettes. Antoine przeciągnął mnie przez pół Paryża — ponad 18 km. Natomiast opisy ciekawych miejsc, które odwiedzam i które są związane z moim celem, czyli historią sztuki, będą tutaj.

Na tej stronie chcę pisać raczej o tym, jak w wieku prawie 50 lat zmieniam swoje życie. Zaczynam ten nowy rozdział spokojnie, ale z poczuciem, że wreszcie idę tam, dokąd od lat chciałam dojść. Nie na skróty, nie „kiedyś”, tylko teraz — w wieku prawie pięćdziesięciu lat, z całym bagażem doświadczeń, prób, powrotów i zawahań. To miejsce będzie zapisem tej drogi. Nie spektakularnej, nie instagramowej, tylko prawdziwej — takiej, w której człowiek czasem się potyka, czasem biegnie, a czasem po prostu idzie przed siebie, bo wie, że inaczej nie umie.

Kiedyś skończyłam finanse na SGH i długo pracowałam w świecie, który był dla mnie bezpieczny, ale nie mój. Zawsze wiedziałam, co mnie naprawdę ciągnie, ale nie pozwalałam sobie marzyć o rzeczach, które mogłyby kosztować zbyt wiele odwagi. Marzenia jednak mają to do siebie, że nie dają spokoju — wracają, drapią, domagają się miejsca. 

Na SGH też nie trafiłam od razu po liceum — w czasie studiów trochę tułałam się po świecie i generalnie droga nie była prosta, bo wciąż mi coś nie pasowało, chciałam zmieniać, szukałam. Prawdę mówiąc, wiedziałam, co mnie interesuje, ale nie pozwalałam sobie na to.

To narastało we mnie przez lata — tłamszone, a jednak co chwilę wychodziło na zewnątrz. Kiedy już mniej więcej się określiłam, na świat przyszły dzieci, a stare marzenia stały się mniej ważne. Ale one wciąż wracały, odkopywały się na wszelkie sposoby.

W końcu postanowiłam dać im upust. To bardzo długi temat i ma wiele wątków, więc przejdę do tego, co dzieje się u mnie teraz.

Dziś mieszkam we Francji, w uroczej miejscowości pod Paryżem — Carrières‑sur‑Seine. Jestem studentką dziennych studiów hybrydowych na kierunku Romanistyka na KUL. Zawsze lubiłam uczyć się języków i wciąż mnie do nich ciągnie. Moim największym marzeniem jest jednak historia sztuki i zamierzam skończyć studia na Uniwersytecie Warszawskim, a potem magisterskie już we Francji.

Żeby dostać się na Historię Sztuki na UW, trzeba mieć zdany egzamin maturalny z historii sztuki. Ja zdawałam maturę w 1996 roku (taki ze mnie dinozaur), wtedy nie było nawet mowy o tym przedmiocie na maturze. Do tej matury przygotowuję się od ponad roku i miałam ją zdawać 13 maja. Niestety natłok zajęć i innych spraw zmienił moje plany.

Maturę ostatecznie będę zdawała w maju 2027. Celuję wysoko — minimum 80%. Taki prezent na 50. urodziny. W październiku 2027 chcę rozpocząć studia licencjackie na Uniwersytecie Warszawskim, a po licencjacie przenieść się do École du Louvre lub EHESS w Paryżu. Po drodze czeka mnie egzamin DALF z francuskiego (i oczywiście ukończenie Romanistyki na KUL), certyfikat z angielskiego i włoskiego.

To brzmi poważnie, może nawet ambitnie, ale dla mnie jest po prostu naturalne. Wreszcie robię to, co od dawna było we mnie — tylko czekało na właściwy moment.

Tutaj będę zapisywać tę drogę: małe kroki, duże plany, codzienność, która czasem przeszkadza, a czasem pomaga. Będą tu miejsca, które odwiedzam, książki, które mnie prowadzą, i myśli, które pojawiają się po drodze.

To mój dziennik zmiany — późnej, ale wcale nie spóźnionej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Smutny poczatek...

Tu  postanowiłam kontynuować m oje „vitaliowe życie” . Kiedyś, gdy zaczynałam ten blog, towarzyszyła mi głodówka — miał być zapisem jej przeżywania. Dlatego ten blog wydaje mi się bardziej „vitaliowy” niż tamten drugi   Na drugim pojawią się zupełnie inne treści, ale i tam zamierzam się pojawiać. Ostatnio nie miałam tematów do pisania, a i ochoty niewiele.   Życie jednak, jak zwykle, znalazło sposób, by przypomnieć o sobie. Czuję, że muszę to teraz wyrzucić z siebie . Wczoraj, późnym wieczorem, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego wujka — brata mamy.   Kiedy miałam dziewiętnaście lat, odszedł mój tata, a od tamtej pory wujek Fredek zastępował mi ojca.   Byłam z nim bardzo blisko i jest mi cholernie ciężko, przykro, i nawet nie wiem, co jeszcze. Mam całą masę nieprzyjemnych emocji, których nie potrafię opisać. Jeszcze nie znamy terminu pogrzebu, ale chcemy pojechać do Białegostoku jak najszybciej. Dzieci zostają w domu, głównie ze względu na szkołę, a rodzi...

7, ostatni tydzień

Bardzo źle spałam, a właściwie spałam bardzo mało. Długo nie mogłam zasnąć, a potem obudziłam się dość wcześnie. Zegarek zliczył mi zaledwie trzy godziny z minutami. Kiepsko. Muszę się dalej pakować, po południu mam wykłady, a rano miałam włoski. Właśnie go skończyłam. Dodatkowo włączyła mi się perfekcyjna pani domu, bo przecież teściowie mają tu zamieszkać na tydzień, może i dłużej... Czasem zastanawiam się, czy nie wyszukuję sobie dodatkowych zajęć z premedytacją — tylko po to, by nie dopuścić myśli, które się czają. Zresztą samymi myślami też żongluję i przeciągam je na stronę „niemyslenia” o tym, co czuję. Dlatego od wczoraj sumienniej zaczęłam przykładać się do nauki na Romanistyce i przygotowań do matury z historii sztuki. Dziś Antoś jest w biurze i dostał około tysiąca stron różnych prezentacji do wydruku. Ja jestem mocno starej daty — notatki robię długopisem na kartkach, które zbieram w segregatorach do powtórek. Łatwiej pracuje mi się na prezentacjach, ale muszą być wydruk...

(16 DW)

Rano zaskoczył mnie problem jelitami, Antoine stwierdził, że jestem blado - zielona. Biegunka, z przerwami, męczyła mnie do około godziny siedemnastej. Nie nie jadłam, uzupełniałem jedynie elektrolity na przemian co 2h z braniem węgla. Niestety moje plany przez tą przygodę legły w gruzach. Nie byłam na pobraniu krwi, ani wizycie u ginekologa. Do ginekologa następny wolny termin na 23 lutego. Szkoda. I yba poszukam innego w związku z tym. Chciałabym w cyklu styczniowym zrobić już badania hormonalne.  Teraz już czuję się dobrze, jutrzejsze spotkanie z psycholożką powinno dość do skutku. Teraz jestem już śpiąca, zmęczona i rozczarowana nie produktywnym czasem, którego pozostało tak mało. Sesja tuż tuż, do matury z historii sztuki zostało około 120 dni. Dziwi mnie jedynie to, że nie czuję przerażenia i w sumie spokojnie podchodzę, bez paniki, ale że świadomością ogromu pracy przede mną.