Przejdź do głównej zawartości

(3 DW) "Systematyczne" pisanie

Jak widać, systematyczne pisanie wciąż nie wychodzi mi tak, jak bym chciała, ale uczę się naprawdę regularnie.
W ostatnich tygodniach miałam kilka spotkań z różnymi lektorami języka francuskiego. Szukałam kogoś, kto pomoże mi przygotować się do egzaminu DALF C1. Ostatecznie pracuję z Basią z Katowic. Od razu przypadła mi do gustu — jej podejście, energia i temperament. Już w trakcie rozmowy czułam, że to właśnie z nią chcę pracować przez kolejny rok. Od razu dostałam pracę domową: tekst z ćwiczeniami, gramatykę i książkę do przeczytania. Generalnie będę miała od jednej do trzech książek miesięcznie, w zależności od ich długości. Dość intensywnie, ale właśnie tak lubię.
Wykupiłam też dostęp do l’Académie Français avec Pierre. Zajęcia odbywają się online w czasie rzeczywistym — konwersacje, gramatyka i warsztaty. Wybieram takie, jakie chcę i kiedy chcę. Prowadzą je Francuzi z wykształceniem lektorskim i pedagogicznym. Wybór jest ogromny, a mogę uczestniczyć na różnych poziomach zaawansowania — od A2 do C2. Grupy są niewielkie: 5–6 osób może brać udział w dyskusji po wcześniejszej rezerwacji, słuchaczy może być więcej. Te zajęcia bardzo pomagają mi w budowaniu swobody wypowiedzi, a moje wypowiedzi dostają korektę i wskazówki. Zupełnie przypadkowo na nie trafiłam — i długo się nie zastanawiałam.
Z historii sztuki jestem po konsultacji z dr Eweliną i jestem pod dużym wrażeniem. Przerabiam teraz Starożytność. Mamy spotkać się pod koniec lipca na kolejną konsultację, potem jeszcze w sierpniu, a od września pracować już systematycznie.
Zaczęłam też uczyć się angielskiego, ale tutaj muszę do września ułożyć dobry plan — zanim ruszą pierwsze zajęcia na żywo. Jeszcze nie do końca wiem, jak to wszystko ogarnąć. Przed samym egzaminem zamierzam zapisać się na lekcje do Lucy — Brytyjki z cudownym akcentem, takim, jaki lubię najbardziej. Przekonują mnie jej krótkie filmy na YouTube — English with Lucy.
We Francji mamy teraz falę upałów — w tym tygodniu temperatury przekraczają 40°C w cieniu. Topię się. Dlatego wstaję wcześnie i wtedy się uczę, pozwalając sobie na odrobinę lenistwa w okolicach południa i popołudnia. Mamy czerwony alert związany z upałami, wiele wydarzeń zostało odwołanych ze względu na sytuację meteorologiczną.
Jestem też już po sesji i mogę się pochwalić, że wszystko mam zaliczone — i to nawet z dobrym wynikiem. Byle do przodu.
Za niecałe dwa tygodnie wyjeżdżam na krótkie wakacje z teściami, ale o tym jeszcze napiszę.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Smutny poczatek...

Tu  postanowiłam kontynuować m oje „vitaliowe życie” . Kiedyś, gdy zaczynałam ten blog, towarzyszyła mi głodówka — miał być zapisem jej przeżywania. Dlatego ten blog wydaje mi się bardziej „vitaliowy” niż tamten drugi   Na drugim pojawią się zupełnie inne treści, ale i tam zamierzam się pojawiać. Ostatnio nie miałam tematów do pisania, a i ochoty niewiele.   Życie jednak, jak zwykle, znalazło sposób, by przypomnieć o sobie. Czuję, że muszę to teraz wyrzucić z siebie . Wczoraj, późnym wieczorem, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego wujka — brata mamy.   Kiedy miałam dziewiętnaście lat, odszedł mój tata, a od tamtej pory wujek Fredek zastępował mi ojca.   Byłam z nim bardzo blisko i jest mi cholernie ciężko, przykro, i nawet nie wiem, co jeszcze. Mam całą masę nieprzyjemnych emocji, których nie potrafię opisać. Jeszcze nie znamy terminu pogrzebu, ale chcemy pojechać do Białegostoku jak najszybciej. Dzieci zostają w domu, głównie ze względu na szkołę, a rodzi...

7, ostatni tydzień

Bardzo źle spałam, a właściwie spałam bardzo mało. Długo nie mogłam zasnąć, a potem obudziłam się dość wcześnie. Zegarek zliczył mi zaledwie trzy godziny z minutami. Kiepsko. Muszę się dalej pakować, po południu mam wykłady, a rano miałam włoski. Właśnie go skończyłam. Dodatkowo włączyła mi się perfekcyjna pani domu, bo przecież teściowie mają tu zamieszkać na tydzień, może i dłużej... Czasem zastanawiam się, czy nie wyszukuję sobie dodatkowych zajęć z premedytacją — tylko po to, by nie dopuścić myśli, które się czają. Zresztą samymi myślami też żongluję i przeciągam je na stronę „niemyslenia” o tym, co czuję. Dlatego od wczoraj sumienniej zaczęłam przykładać się do nauki na Romanistyce i przygotowań do matury z historii sztuki. Dziś Antoś jest w biurze i dostał około tysiąca stron różnych prezentacji do wydruku. Ja jestem mocno starej daty — notatki robię długopisem na kartkach, które zbieram w segregatorach do powtórek. Łatwiej pracuje mi się na prezentacjach, ale muszą być wydruk...

(16 DW)

Rano zaskoczył mnie problem jelitami, Antoine stwierdził, że jestem blado - zielona. Biegunka, z przerwami, męczyła mnie do około godziny siedemnastej. Nie nie jadłam, uzupełniałem jedynie elektrolity na przemian co 2h z braniem węgla. Niestety moje plany przez tą przygodę legły w gruzach. Nie byłam na pobraniu krwi, ani wizycie u ginekologa. Do ginekologa następny wolny termin na 23 lutego. Szkoda. I yba poszukam innego w związku z tym. Chciałabym w cyklu styczniowym zrobić już badania hormonalne.  Teraz już czuję się dobrze, jutrzejsze spotkanie z psycholożką powinno dość do skutku. Teraz jestem już śpiąca, zmęczona i rozczarowana nie produktywnym czasem, którego pozostało tak mało. Sesja tuż tuż, do matury z historii sztuki zostało około 120 dni. Dziwi mnie jedynie to, że nie czuję przerażenia i w sumie spokojnie podchodzę, bez paniki, ale że świadomością ogromu pracy przede mną.