Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2025

(9 DW) Spacer po polach wokół Carrières

Kilka kroków od domu, a świat zwalnia. Pola, ścieżki, cisza, powietrze, które układa myśli na nowo. Wczorajszy spacer, mimo lekkiego mrozu, był zaskakująco ciepły i bliski. Byliśmy tylko we dwoje — ja i Antoine — a w tle biegała szczęśliwa Nora, która kocha te pola całym swoim psim sercem. Rozmawialiśmy długo, spokojnie, tak jakby czas na chwilę przestał istnieć. Niestety, nie rozpoczęłam wczoraj mojego „wannowego” morsowania. Trochę z lenistwa, trochę z chłodu po spacerze. Nic się nie stało — spróbuję może dziś, ale pewniej jutro. Dziś mam spotkanie z psychologiem o 11:45, w Paryżu. Rozpoczynam terapię, a przynajmniej takie jest założenie. To będzie pierwsze spotkanie i pierwsza rozmowa. Jestem jednocześnie przerażona i zaintrygowana — jak przed wejściem w coś nowego, nieznanego, ale potrzebnego. ..

(8 DW) MORSOWANIE... w domu...

będzie długo... Święta minęły nam dokładnie tak, jak planowaliśmy — spokojnie, rodzinnie, ciepło. Spędziliśmy je u rodziców, a atmosfera była jak zwykle serdeczna i pełna drobnych gestów bliskości. Dostałam też niespodziewane, a jednocześnie niezwykle trafione prezenty:  cadeaux de Noël ,  które wywołały uśmiech i wdzięczność. Ostatnie dni płynęły nam powoli, w rytmie domu. Wczoraj odwiedziliśmy Chevreuse — o tym napiszę wkrótce na   Zapiski Isabelle - l'amour de l'art .   Byliśmy również w lesie w Saint‑Germain‑en‑Laye, a potem spacerowaliśmy wzdłuż Sekwany, tuż obok naszego domu. Dziś wybieram się z Antoine’em i Norą na spacer po okolicznych polach. Może zrobię zdjęcia, a może pozwolę sobie zapamiętać wszystko tylko oczami i emocjami. Zaczynam też myśleć o najbliższych planach związanych z dbaniem o zdrowie — o diecie, sporcie i… wyglądzie. Nie planuję wizyt u kosmetyczek ani lekarzy medycyny estetycznej, ale mam w domu kilka urządzeń i kosmetyków, które mogą mi po...

(6 DW) NOËL

 

3 DW

W tym roku święta jakby mnie mijają. Przechodzą obok, cicho, Nie czuję w tym roku świąt. Jakby ktoś wyciszył cały grudniowy spektakl: światła, zapachy, oczekiwanie. Nawet żywa choinka, ta pachnąca, w doniczce, nie potrafiła mnie zaczarować. Na razie tylko przypomina, że czas płynie, a ja stoję trochę obok. Może to kwestia zmęczenia, może tego, że świat w grudniu bywa zbyt głośny, a ja potrzebuję teraz ciszy. Postanowiliśmy spędzić te dni inaczej, bardziej w naszej czwórce - bez pośpiechu, bez obowiązków, bez tego całego świątecznego napięcia. Tylko jeden świąteczny obiad u rodziców, 25 grudnia, z siostrą Antoine’a.  Reszta - dla nas. Chcemy chodzić, oglądać, odkrywać: muzea, zamki, ścieżki w lesie, brzegi Sekwany. Sylwestra spędzimy w domu, ze zwierzętami. Tutaj też strzelają, choć nie powinni, więc wolimy być blisko nich. Blisko siebie, w rytmie, który sami sobie nadamy. Naukę historii sztuki odkładam na ponad tydzień, choć wiem, że i tak zajrzę do fiszek. Ponad cztery ...

Tęsknota za tańcem

Mam ostatnio sporo na głowie i czuję oddech sesji za plecami. Studia dzienne wymagają dużego zaangażowania, a ja mam wrażenie, że już stara jestem. Do tego dochodzi ogrom materiału z historii sztuki, który mnie przytłacza. Czasem zastanawiam się, po co mi to wszystko, ale z drugiej strony jest w tym coś, co cholernie mnie ekscytuje. Postanowiłam wrócić na terapię — pierwszą sesję mam 29 grudnia. Potrzebuję poukładać w sobie, co jest naprawdę ważne. Spotkanie miało być w poprzednim tygodniu, ale wypadł pogrzeb w Polsce, a psycholog jest teraz na urlopie. To nowa terapeutka, nie byłam u niej jeszcze. Ważne jednak, że jest na miejscu i możemy spotykać się twarzą w twarz, co w terapii zdecydowanie wolę. Zapragnęłam znowu tańczyć. Nawet włożyłam baletki i smętnie posnułam się po domu. Mało tego — znalazłam w Paryżu zajęcia dla kobiet w każdym wieku, ale na razie nie mam możliwości, by na nie chodzić. Głównie chodzi o czas. Chyba brakuje mi ruchu, bo zdziadziałam i ograniczam się do spacer...

NIESMAK I ŻAL

Wczoraj wróciliśmy w końcu z Białegostoku, ale o tym pobycie nie mam ochoty pisać. Smutek i rodzinne piekiełko. Ludzie nie widzą się latami, a potem przy okazji pogrzebu wylewają swoje żale. Do mnie akurat nikt się nie doczepił, choć widziałam dziwne spojrzenia. W sumie żałuję nawet, że tam pojechałam, bo pozostał tylko żal. Kiedyś wierzyłam, że można scalić rodzinę - organizowałam wspólne spotkania, jeździłam, odwiedzałam. Dziś nie mam już na to siły ani czasu. Zacietrzewienie niektórych dosłownie mnie rozkłada. Najbardziej bolesne jest to, że nie chodzi o prostych ludzi ze wsi, lecz o tych, którzy pretendują do miana autorytetów. Pan doktor, mieniący się naukowcem, choć w rzeczywistości w bardzo zaściankowej wersji. Rodzina mojej mamy jest różnorodna zarówno pod względem wykształcenia, jak i posiadanych dóbr materialnych, ale generalnie wywodzi się z podlaskiej wsi. Okolicy pieknej Biebrzy i Narwii, bardzo malowniczej. Rodzina taty miała ponoć korzenie szlacheckie,lecz praktycznie je...

7, ostatni tydzień

Bardzo źle spałam, a właściwie spałam bardzo mało. Długo nie mogłam zasnąć, a potem obudziłam się dość wcześnie. Zegarek zliczył mi zaledwie trzy godziny z minutami. Kiepsko. Muszę się dalej pakować, po południu mam wykłady, a rano miałam włoski. Właśnie go skończyłam. Dodatkowo włączyła mi się perfekcyjna pani domu, bo przecież teściowie mają tu zamieszkać na tydzień, może i dłużej... Czasem zastanawiam się, czy nie wyszukuję sobie dodatkowych zajęć z premedytacją — tylko po to, by nie dopuścić myśli, które się czają. Zresztą samymi myślami też żongluję i przeciągam je na stronę „niemyslenia” o tym, co czuję. Dlatego od wczoraj sumienniej zaczęłam przykładać się do nauki na Romanistyce i przygotowań do matury z historii sztuki. Dziś Antoś jest w biurze i dostał około tysiąca stron różnych prezentacji do wydruku. Ja jestem mocno starej daty — notatki robię długopisem na kartkach, które zbieram w segregatorach do powtórek. Łatwiej pracuje mi się na prezentacjach, ale muszą być wydruk...

Smutny poczatek...

Tu  postanowiłam kontynuować m oje „vitaliowe życie” . Kiedyś, gdy zaczynałam ten blog, towarzyszyła mi głodówka — miał być zapisem jej przeżywania. Dlatego ten blog wydaje mi się bardziej „vitaliowy” niż tamten drugi   Na drugim pojawią się zupełnie inne treści, ale i tam zamierzam się pojawiać. Ostatnio nie miałam tematów do pisania, a i ochoty niewiele.   Życie jednak, jak zwykle, znalazło sposób, by przypomnieć o sobie. Czuję, że muszę to teraz wyrzucić z siebie . Wczoraj, późnym wieczorem, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego wujka — brata mamy.   Kiedy miałam dziewiętnaście lat, odszedł mój tata, a od tamtej pory wujek Fredek zastępował mi ojca.   Byłam z nim bardzo blisko i jest mi cholernie ciężko, przykro, i nawet nie wiem, co jeszcze. Mam całą masę nieprzyjemnych emocji, których nie potrafię opisać. Jeszcze nie znamy terminu pogrzebu, ale chcemy pojechać do Białegostoku jak najszybciej. Dzieci zostają w domu, głównie ze względu na szkołę, a rodzi...