Dalej nie wiem, co z tym fantem zrobić, ale nawiązałam kontakt z koordynatorką kierunku Historia sztuki i ustaliłyśmy, że mam pozwolenie na rozpoczęcie studiów z lekkim opóźnieniem. Czas do połowy października. Niby dobra wiadomość, a jednak… wczoraj chciałam jechać tam natychmiast, już, zaraz. A dziś, po nocy, czuję, że nie chcę stąd wyjeżdżać. Nie chcę odcinać się od własnych małych rutyn, od tego, co daje mi poczucie bezpieczeństwa. Jestem rozdarta. I dochodzi do tego mój stan psychiczny — nie jest tajemnicą, że wciąż leczę depresję. Skoro mam te trzy tygodnie, to mam też czas na zastanowienie i organizację. A to wcale nie ułatwia sprawy. Mam przecież wykupione kursy do matury, wszystko było ułożone pod egzamin z historii sztuki i kontynuację Romanistyki. Teraz musiałabym to wszystko zburzyć. Trochę mi tego szkoda, a trochę kusi mnie rozpoczęcie studiów wcześniej. Faktem jest też to, że jeśli zostanę przy starym planie, mój rodzinny świat mniej ucierpi. To chyba ważniejsze niż...
Miłość do sztuki, tańca, muzyki...